Poranne promienie słońca rozświetlały muszle wypłukiwane przez morską wodę... Plaża nieużywana przez ludzi od lat porosła dziką roślinnością. Nieopodal linii, którą ciągle morze poprawiało sięgając to bliżej, to dalej, leżała butelka. Zielone szkło kryło w sobie zwitek papieru... Opowieść pisaną przez starca, który już dawno nie żył, lecz jego opowieści wciąż unosiły się w powietrzu...
Za górami, za lasami, za kilkoma krainami, istniał świat pełen kłamstw i oszczerstw.
Nikt tam nie słyszał o Czerwonym Kapturku, ani też o Alicji, która wpadła do króliczej nory.
Jedyną dziewczynką o której krążyły opowieści była mała Meridith, szarowłosa wieszczka, która przepowiedziała powrót demonów na Ziemię. By nie siać paniki i chaosu wśród pospólstwa, zrzucono ją do morza - poparzoną, połamaną i zgwałconą.
Tak w Undorze kończą mistycy.
Nie jest to świat jednak pusty. Undor tętni życiem, zdrowym, próżniaczym życiem, gdzie każdy kto pracuje i słucha się Władzy- zostanie zaspokojony.
Kobiety dostają mężczyzn, których pragną, mężczyźni pragną wszystkich a dzieci indoktrynizowane - rosną w imie Władzy.
Magii w tym królestwie nie ma już od dawna. Wszelkie niezwykłości zostały wyplenione tak szybko jak tylko Władza zauważyła potencjał drzemiący w ludzkich marzeniach. Zniszczenie magicznych elementów zmienia człowieka w mrówkę robotnicę - tak dzielnie pracującą dla swojego kopca. Jednorożce posłużyły za posiłki, wróżki i faerie okazały się nieodporne na trucizny na większe owady a elfy i bożkowie... cóż... wielu z nich -gdzieś głęboko w lochach wyrabia oręż dla armii Undoru - druga połowa służy za nawóz na polach.
Drzewo Wiedźm stało się symbolem potęgi nowego systemu: czternaście ostatnich wiedźm i magów wisi na nim jak owoce jesiennej gruszy, które same spaść nie mogą.
Na cmentarzu stolicy pęka posąg śmierci. Kamienna kosa rozpryskuje się na bruku a za nią zakapturzona sylwetka. Kamienny postument pęka na pół, pozwalając krwi wypływać z pęknięcia. Wiele noworodków dzisiejszej nocy narodziło się martwych. Ich malutkie dusze stały się pokarmem dla ostatniej nadziei mistycznego świata: Małego czarnego kota z czerwonymi oczami. Pierwszy z demonów na tej ziemi - syn samej Ciemności.
Demony nie wyginęły. Człowiek nie miał jak ich łapać, trudno gonić za własnymi koszmarami.
Młody kot obmył się z krwi z której został stworzony, zatańczył ogonem i zniknął w ciemności.
Pora rozbudzić ostatni z rodzajów magii.
Tej nocy zginie kapłan Władzy.
wtorek, 6 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz